O palenie na stosie sie nie obawiaj. Kara w Wenezueli za czarnorynkowy obrot waluta to tylko mandaty i wiezienie.

Ale to jest kara teoretyczna. Bardzo teoretyczna.
Na lotnisku w Caracas cinkciarzy szukac nie bedziesz musiala. Oni sami Cie znajda. I nie jeden, nie dwoch, ale dziesiatki - wsrod nich pracownicy lotniska, sluzby mundurowe, etc. Tam chyba wiekszosc osob zajmuje sie "cambio".
Od razu trzeba sie pytac o cene i jak jest zla to nawet nie negocjowac - po prostu czekac na innego wymieniacza. Bo najpowazniejszym zagrozeniem na lotnisku sa wlasnie ci, ktorzy szukaja naiwnych turystow i dolary skupuja po bandycko zanizonym kursie.
Slyszalem tez o rzadkich przypadkach dawania falszywych boliwarow. Ale to nie jest cos co jest na porzadku dziennym.
Transakcje dokonywane sa zazwyczaj w roznych lotniskowych "kanciapach", mnie nawet zdarzylo sie raz robic to na... lotniskowym komisariacie Gwardii Narodowej. Bywa tez, ze do wymiany dochodzi w jakims zaparkowanym przed lotniskiem samochodzie, busie.
Tyle na stolecznym lotnisku. W interiorze trzeba bardziej uwazac, bo zdarzaja sie kradzieze, napady, prowokacje, etc.
Z kolei w Caracas masz biura cinkciarzy. gdzie normanie wchodzi sie z ulicy jak do sklepu. Tam tez jest generalnie bezpiecznie. Choc zawsze trzeba uwazac i miec sie na bacznosci, bo w tym kraju zabija sie dla znacznie mniejszych sum niz 1000 dolarow. Ale tez nie nalezy poadac w paranoje.
Znajmomosc hiszpanskiego oczywiscie we wszystkim bardzo pomaga. Nawet w uzyskaniu lepszego kursu.